raporty literkowe, biblioteczkowe, chrumkanie o ebookach i fantastyce

raport literkowy 2025.12

rok kończymy z przytupem. szkoda że biblioteczkowym, a nie czytelniczym, ale jednak.

2025/27: małgorzata halber „hałas”

wydawnictwo cyranka, 2024

jeżeli wierzyć sumerom, to enlil zesłał na ludzkość powódź, bo byli za głośno i nie mógł spać. doskonale rozumiem. o tym akurat nie ma w książce, ale przypomniało mi się jak czytałem.

przypomniało mi się, kiedy okazało się że to nie jest o hałasie, tylko o wszystkim i że w sumie chętnie bym przeczytał książkę o hałasie. no to jest esej albo zbiór esejów pisanych w dość niezorganizowany sposób przez osobę, która jak sądzę ma adhd i pewnie parę innych problemów. ciężko się to czyta. ok. 20% książki już naprawdę zacząłem się męczyć. pani jest osobą wyjątkowo wysokowrażliwą, bardzo warszawską, bardzo przeintelektualizowaną, praktycznie wszystko jej w jakiś sposób przeszkadza i jednocześnie nie podejmuje żadnego działania żeby od tych złych rzeczy się odseparować. popełnia też dość niezrozumiały błąd ekstrapolacji swoich doświadczeń na resztę społeczeństwa. a jak sądzę reszta społeczeństwa zwyczajnie nie ma czasu na to, żeby im wszystko przeszkadzało albo ich oburzało, roztrząsać wszystko co ich otacza, bo musi np. iść do pracy albo ugotować rodzinie zupę. pani przeszkadza język w mediach i reklamie, przeszkadza używanie anglosaskich określeń na pojęcia, które już mają polskie odpowiedniki (jednocześnie sama używa pojęć typu przyrządy do stimmowania), przeszkadzają hiperboliczne nazwy leków typu max czy forte. przeszkadza jej wychodzenie z domu i niewychodzenie z domu, kontakty z ludźmi i brak kontaktu, komunikacja miejska, samochody, prekariat, praca i brak pracy. no i przeszkadzają jej takie sprawy, które nie do końca chyba są zgodne z tematem książki, np. że olx i facebook szpiegują użytkowników. tak ponad pół książki jest o tym, że internet jest zły, że komentarze pod artykułami są złe, social media są złe. wszystko to jest tak strasznie mętne, że naprawdę nie wiem o czym jest ta książka i co autorka chciała przekazać. przykłady jakie prezentuje są tak brzegowe i emocjonalne, że często wręcz trudno je brać na poważnie.

również język mi jakoś nie pasuje, ale nie dlatego że jest zły (jest trochę megalomański, do tego pani dużo przeklina, ale to akurat mało mnie rusza) tylko czuję tutaj takie wysilanie się żeby brzmieć inteligencko, z cytatami z pereca, melville’a i byung-chul hana.

te jej przemyślenia nie są jakieś szczególnie odkrywcze czy głębokie, na pewno nie są oryginalne. za to czasami są zabawne. cytat:

(…)pamiętam dobrze, jak przyjechaliśmy z P. do Mikołowa na kilka dni, zaprosili nas dalsi znajomi. Rozpakowaliśmy bagaże i w mieszkaniu nastąpiła niezręczna cisza, jak u Östlunda, i wtedy gospodarz, powiedział, że przeprasza bardzo, ale ma nerwicę natręctw, a P. odpowiedział „a to się świetnie składa, bo ja mam depresję”. I każde z nas po kolei wymieniło swoje zaburzenie albo chorobę. I wtedy, te kilka lat temu, odczułam wielką ulgę. Że nie muszę udawać (tak się składa, że też miałam depresję), że mamy już ustalone własne niefunkcjonalności.

nie wiem czy efekt komiczny tego fragmentu jest zamierzony, może wręcz dostrzegalny tylko dla mnie, może jestem zbyt autystycznym knurem, ale dla mnie to komedia, scena jak z serialu.

jest na goodreads (napisała aleksandra gratka, nieznana mi) dość pasująca do mojej opinia:

Bo z tą książką jest jak z bananem przyklejonym taśmą do ściany. Banał, każdy by potrafił, ale ktoś inny to zrobił. Albo jak z tą koleżanką, która zaczyna narzekać, my się z nią zgadzamy, czujemy to samo, ale po godzinie myślimy: boszsz, niech ona już nie pier**li.

Bo tu mowa o tym, że lepiej by było nie pracować, ale trzeba. Że jesteśmy przebodźcowani, powinniśmy się odciąć, odpocząć, ale nie umiemy. Że czasem wszystko przeszkadza. Że uratują nas drobiazgi. Że sztuka to koło ratunkowe.

Wszystko to prawda, tyle że wymęczyła mnie ta książka okrutnie, nie do końca wiem, po co powstała (poza mocą terapeutyczną dla autorki zapewne).

2/5. nie dość, że to pitolenie, to jeszcze męczyłem się z tym mocno, przez co naruszył się mój challenge „1 bernhard rocznie”, bo nie zdążyłem. pani autorko, roboty się chyćcie zamiast pisać takie żale. ale wiele recenzji i opinii jest entuzjastycznych, to może to jest dobre, tylko świń niegotowy.

biblioteczka

żeśmy cokolwiek poszaleli. tzn. głównie ja.

z poważnych objętościowo i cenowo pozycji, do biblioteczki dołączył kolejny tom cyklu o cormoranie strike’u roberta galbraitha/joanne rowling. ona jakoś tak od pewnego momentu zaczęła te książki robić po 950 stron i więcej. cykl zawsze akurat wychodzi na mikołajki, więc perfekt. prezent jak się patrzy. żona co roku pyta czy będzie nowy cormoran, prawie zawsze jest, mnie odpada myślenie o prezentach a ona i tak czyta to w parę dni. ja oczywiście najchętniej wymieniłbym to wszystko w cholerę na ebooki, bo to książki do czytania raz, ale niech będzie. w ramach wymiany otrzymałem od żony drugi tom cyklu roberta jacksona bennetta, co to mi się tak podobał w listopadzie.

a tak to jak co roku – kalendarze adwentowe, promki jezuskowe, mikołajkowe i gwiazdkowe. kupiłem enarda z artrage, bo fajnie to wygląda, naomi klein, sabaliauskaite, a z fantastyki to ledwie parę rzeczy i to takich raczej niedzisiejszych, np. asimova. na amazonie kupiłem czwarty tom westernowego cyklu „lonesome dove” murtrego (był też serial, „na południe od brazos”), co go w polsce wydaje vesper i nie chcą wydać tych cegieł w sposób wygodny do czytania, czyli wiadomo jaki. dlaczego czwarty? bo tylko na czwarty była promocja. nawet małżonka, zwykle wstrzemięźliwa, trochę powybierała: amora towlesa, witkowskiego, ruth ware, biografię żony einsteina (poniżej 7 zł za książkę która ma rok, niebywałe). w styczniu będzie raczej spokój, nie spodziewam się jakichś promocji wyprzedaży.

piw pokazało swoją dumę i chwałę – poczet władców polski, napisany przez najlepszych polskich historyków. 42 tomy, można podejrzeć jak to będzie wyglądało. ależ ich za takie rzeczy szanuję. kolorowe grafiki i mapy, płócienne okładki. jak ktoś jest historykiem, to znajdzie tu coś do czego można się czepić, dla mnie ten półnaukowy poziom to i tak aż za dużo. dwa tomy, 2 i 23, już wyszły. w 2026 będą cztery kolejne.

z ładnie wydanych rzeczy to zrobiłem sobie coś jakby prezent, w postaci „klubu dumas” apr wydanego przez artrage. samo w sobie nie jest to wydarzenie, bo trzy poprzednie jego książki wydane przez nich też kupiłem, ale teraz jest w papierze. wydawnictwo nazwało to edycją kolekcjonerską, z limitowanym nakładem 2000 sztuk, podobno już wyprzedanym. numerowane egzemplarze, barwiony brzeg (ten górny), płócienna okładka, szycie na czerwono, wstążeczka, kapitałka, wyklejka, liternictwo, grafiki, dołączona koperta z oryginalnymi rycinami jak w treści. chyba trzeba będzie czytać w rękawiczkach żeby racicami nie wygnieść. wygląda wspaniale:

pierwsza w zbiorach książka z barwionym brzegiem. chłopaki z artrage mocno cisnęli na zakup, długo się opierałem, że jednak ebook, ale jednak jestem słabym świniem. trafił mi się numer na limicie 0983/2000. kiedyś będzie warty tyle co mieszkanie na wilanowie.

no i prezentowo dla samego siebie (dużo jakoś tych prezentów sobie zrobiłem) kilka książek z wydawnictwa lokator. cośtam gdzieś czytałem w jakimś artykule o czymśtam. był cytowany georges perec, nie pamiętam w jakim kontekście. zacząłem trochę szukać o nim i trochę zapragnąłem się zapoznać, jako że jest określany jako jeden z najważniejszych pisarzy xx wieku. a ja nic nie znam. ebooki nie istnieją, przynajmniej obecnie, bo wydaje go takie cokolwiek butikowe wydawnictwo lokator. przejrzałem ofertę i wybrałem 5 pozycji – rzeczony perec „życie instrukcja obsługi”, dwa tomy dzieł zebranych rolanda topora i dwie mniej ważne rzeczy.

z piw zdobyłem w końcu „słownik miejsc wyobrażonych”. ktoś wystawił na vinted, stan jak dla mnie bdb+. jedna z pracowych vintedziar zamówiła w moim imieniu i mam. robi wrażenie jakością wydania, objętością również.

chrumkanie

niezawodne wydawnictwo artrage sprawiło, że cokolwiek śmiechłem: negocjowali wydanie książki, po czym o niej zapomnieli. książka nie byle jaka, ponieważ traktuje o GADAJĄCYCH PSACH DINGO. czasami to się nie dziwię, że ten biznes im się nie spina.

ankieta bookpass

przyszła 5 grudnia i kazali uzupełnić, żeby ich super team agorowych literackich selekcjonerów, czyli jak sądzę studentów polonistyki czy kulturoznawstwa na umowę o dzieło, mógł prężnie rozpocząć dobieranie mi książek na przyszły rok. mogłem się skategoryzować następująco:

  • najpierw czy jestem bardziej fikcja czy nonfiction czy wszystko.
  • później 3 kategorie książek – nie było ich jakoś bardzo dużo: kryminał, thriller, biografie i wywiady, popularnonaukowe, powieść, romans, reportaż, psychologia i rozwój osobisty, sf, fantasy. wybrałem sf, fantasy i z trzecim miałem problem. ostatecznie powieść. po przemyśleniu w poprzednim kroku zmieniłem żeby była tylko fikcja, żeby to sprofilowanie było węższe.
  • później trochę pajacowania, sporo do wybrania, np.:
    • Dobry kryminał? Zawsze chętnie przeczytam!
    • Czytając, lubię się wzruszyć – i wcale się tego nie wstydzę
    • Chętnie nadrabiam braki w klasyce literatury
    • Na moich półkach od lat króluje literatura piękna współczesna
    • Komedie kryminalne – moja odskocznia od dnia codziennego
    • Young Adult jest dla młodych duchem – czyli dla mnie
  • pfff.. jedna odpowiedź była o magii i fantasy, inna o sf. no znowu wybrałem sf, tym razem wyłącznie. niech mnie profilują wąsko.
  • na koniec jest pytanie o to jak czytam – czy autorzy bardziej znani czy mniej, polscy czy zagraniczni, książki grube czy cienkie – prawie wszystko zaznaczyłem że jest mi obojętne.

zobaczymy jak to będzie wyglądało, na razie jestem ostrożnie sceptyczny. spodziewam się problemów, bo zwyczajnie bardzo dużo książek już mam, szczególnie sf.

topki i zapowiedzi

rankingi i inne plebiscyty najlepszych książek roku mnie jakoś ominęły, w zasadzie mocniej zarejestrowałem tylko top 60 tygodnia powszechnego. z tych książek mam w zbiorach 7 (+1 kupiła żona), przeczytałem 1. z opisów zainteresowały mnie może ze dwie dalsze. z top10 magazynu książki mam „null” twardocha i dalej jest na stosiku, żona parę miesięcy temu kupiła też „żądło” paula murraya. z całej listy poza tym co mam nie interesuje mnie autentycznie nic. topka „polityki”: „null”, „żądło”, do tego mam też „krzywdę” rzewuskiego, wydaną przez artrage i piwowskiego „pana prezydenta”. top10 sekcji księgarskiej polskiej izby książki – nic. z top10 new york timesa jakoś również nic mnie nie ciekawi.wniosek z tego taki, że jakoś gust układaczy topek się rozjeżdża z moim, co w najmniejszym stopniu mnie nie dziwi.

goodreads ma swoje nagrody czytelników, które przyznaje w listopadzie. z fantasy mam dwie książki (abercrombie i bennett) i obie chętnie przeczytam, ale to i przed topkami taki był plan. w kategorii sf (u nich to jest science fiction, nie speculative fiction) parę sztuk brzmi dobrze, np. tchaikovsky, ale zobaczymy co u nas wyjdzie. być może niezależnie od polskiego wydania kupię „automatic noodle” (jeśli stanieje), gdzie brygada opuszczonych kuchennych botów otwiera własną restaurację. pomysł mnie urzekł.

zapowiedzi wydawnicze jakoś też mnie nie zagotowały, bo zwyczajnie coraz mniej wydawnictw pokazuje plany. kiedyś adam szaja zapraszał na takie 1v4 przedstawicieli różnych wydawnictw i oni opowiadali co się udało/nie udało w poprzednim roku i jakie mają zamiary na rok następny, w tym mówili co wydadzą. chyba nie żarło, bo nie widzę żeby robił to dalej. artrage tradycyjnie i z wielką pompą pokazało co będzie w pierwszym półroczu, powiedzmy że fajnie wyglądają ze dwie rzeczy, „solenoid” cărtărescu i „robot” adama wiśniewskiego-snerga. piw wyda coś historycznego o husytach w ceramowskiej serii i tutaj czuje dobrze świń. do tego roberto bolano „2666”. wydawnictwo mag ma plany jak zawsze rozbudowane, naliczyłem 44 książki. ciekawe ile finalnie wydadzą. tak 12-15 z tego pewnie wpadnie, głównie kontynuacje otwartych cykli, np. malazańskich, pamiętników mordbota. w „uczcie wyobraźni” mają wydać 3 rzeczy, z tego jedna musowo do wzięcia (yoon ha lee), inna („the rig”) też wygląda dobrze. wydawnictwo vesper pokazało parę ciekawych rzeczy, ale od nich nie kupię nic do czasu przejścia na e. w lutym noir sur blanc chyba wyda „esmeraldę i inne opowiadania”, z blurba brzmi dobrze – bo wytworna świnia esmeralda tropiąca trufle to z założenia wygląda dobrze. literackie: no wydarzeniem na rynku na pewno będzie nowa tokarczuk i kontynuacja „nigdy w życiu” grocholi, ale dla mnie ciekawiej się prezentuje książka o broni jądrowej alberta świdzińskiego, już w lutym. literackie wrzuci też krzysztofa piskorskiego, czyli fantastyka, ale po blurbie czuję że będzie o podróżach w czasie. szczerze nie cierpię tego motywu i od razu mi zaciekawienie sie straciło.

2026

już mnie gonią żeby ustawić czelendż na 2026. ustawię znowu 12, chociaż nie ma to żadnego sensu, może będzie 5 a może 50. w tym roku było 27 opisanych w raportach +1 o której zapomniałem („nie tylko vis. polskie pistolety i rewolwery” leszka erenfeichta i zbigniewa gwoździa. wypożyczyłem z biblioteki, czytałem w wakacje, pewnie dlatego o niej zapomniałem). z jednej strony czuję, że to dość mało, z drugiej potencjału umysłowego na więcej nie miałem.

zasadniczy czelendż miał być: wyłącznie książki, które nie łapałyby się pod jednolitą cenę książki. tj. wydane w polsce najpóźniej 31.12.2025. z wyłączeniem książek, które zdarza mi się czytać służbowo (bo jednak czytać nieaktualne to trochę słabo). i może jednym jakimś jokerem. nie wiadomo, czy ebooki w ogóle będą się na ten ustawowy rygor cenowy łapały, ale wyobraźmy sobie że tak. piszę, że zasadniczy czelendż „miał być”, bo jakoś odeszła mi chęć, aaale co tam. w sumie to błędem przy takim założeniu było nabycie tego agorowego bookpassa, jeżeli tam naprawdę mają być nowości to z czegoś trzeba będzie zrezygnować. względnie brać książki i ich nie czytać.

a co będzie czytane, to się zobaczy. jest na goodreads taka lista: „~najlepsze książki hard-sf 21 wieku”. pomyślałem, że może posłuży za inspirację i z tego coś powybieram na 2026. jakby z tego wpadło tak z 5 to bym był zadowolony. jak się rzekło wyżej, mam nadzieję utrzymać jednego bernharda rocznie. czyli chyba muszę przeczytać dwa, zaległego i nowego. konkretnych planów nie mam, może tylko chciałbym tym razem czytać w miarę regularnie a nie zrobić sobie przerwę na pół roku jak w 25.