raporty literkowe, biblioteczkowe, chrumkanie o ebookach i fantastyce

raport literkowy 2026.09

wywczas & niepokój

przeczytane

dobór książek na wywczas to jest poważna sprawa. muszą być ebooki, to jasne. przecież nie będę woził papieru po świecie. nie można wziąć byle czego, bo jeżeli wywczas nie jest wywczasem aktywnym (a u nas nigdy nie jest), to bez czytania świń będzie znudzony jak mops i tylko chlał i spał. a że świń rzadko porzuca lekturę pod dnf, to przy złym wyborze urlop zepsuty. więc trzeba sprawę przemyśleć i zaplanować. raczej beletrystyka niż nonfiction. nie może być superskomplikowane, wattsy/dukaje/hard-sfy na kiju odpadają. więc raczej fantasy niż sf albo w ogóle niefantastyka. książka nie może być też zbyt angażująca, tak co to nie można się oderwać, bo wtedy ludź świnia zaczyna narzekać, że niewystarczająco atencji. więc musi to być ciekawe i dobrzeczytalne, ale nie może być ekstremalnie ciekawe, pochłaniające. no i raczej po polsku jednak, żeby się nie męczyć, a też z internetem może być różnie. i jeszcze może żeby rozdziały były krótkie, tak żeby można przeczytać fragment między obudzeniem a śniadaniem. no nie ma wyjścia, trzeba się przygotować, czytanie książek dla przyjemności to ciężka praca.

oczywiście przygotowania przygotowaniami, a ostatecznie nie miało to żadnego znaczenia, bo żona przygotowała program wakacyjny zakładający codzienne zapierdalanie po kolejnych wioskach względnie oglądanie reality show spragnionymi telewizora oczami. mało czytałem, bo mało odpoczywałem. a może: mało odpoczywałem, bo mało czytałem. no i trochę mnie telepało przed zmianą kołchozu, to też tak nie bardzo sprzyja jesieniarstwu, odkąd wróciliśmy z urlopu to też mało co czytałem.

42/2026: robert jackson bennett „a drop of corruption”

del rey, 2025

po polsku znane jako „kropla zepsucia”, ukazało się 1 lipca tego roku nakładem maga, tak wygląda:

trzymając się zasad (to nie wietnam, tu są zasady), tej książki bym nie mógł czytać, bo czelendż jednocenoksiążkowy – ale oryginał nie podlega pod jck, no i wyszedł w 2025 – więc wszystko prawilnie. to w ogóle jest prezent od małżonki, na urodziny czy coś. ona nie bardzo lubi kupować mi książki w ebookach, bo nie ma aktu wręczenia. za to ja wolę ebooki, bo wiadomo. jest to pole konfliktu.

drugi tom cyklu „shadow of the leviathan”, względnie „cień lewiatana”. autor chyba już zmienił tytuł cyklu, ale to nic, ten oryginalny podoba mi się bardziej. pierwszy tom czytałem w listopadzie, jako 24. książkę roku 2025. i wtedy, być może ze względu na efekt świeżości, uznałem go za najlepszą przeczytaną książkę roku. to teraz pozostaje tylko odpowiedzieć na pytanie: czy autor utrzymał formę? bo najczęściej w takich intrygach drugi tom nie dorównuje. a tu proszę – nie dość, że dorównuje, chyba jest nawet lepiej.

konstrukcyjnie mamy trochę to samo co w pierwszym tomie, czyli ana dolabra jako śledcza, która źle znosi nadmiar wrażeń zmysłowych, więc np. siedzi cały czas w opasce na oczy. świat widzimy przez doświadczenia głównego bohatera, który jest jednocześnie kamerą i dyktafonem. najpierw oglądamy zdarzenia, potem din je przedstawia szefowej, ona wyciąga wnioski. sposób w jaki to jest przedstawione, tak scena po scenie, trochę mi przypomina teatr. fabularnie: śledczy rozpracowują zabójstwo, gdzie ofiarą jest oficer imperialnej administracji skarbowej, który prowadzi negocjacje w sprawie przyłączenia nadbrzeżnego królestwa do imperium. królestwo jest biedne i zacofane, ale ma tę istotną cechę, że jest nad brzegiem oceanu – więc można tam przyholować te ubite lewiatany i je oporządzać, tj. robić eksperymenty i pobierać surowce. czyli królestwo jednak jest dość ważne. w ogóle dużo poznajemy tutaj polityki, dużo się dowiadujemy o świecie, pewnie też o tematach które będą wykorzystane w przyszłych tomach. jak to w intrygach bywa, zabójstwo które rozpracowują ana i din jest małą częścią dużo szerzej zakrojonego planu.

trochę się dowiadujemy nawet o problemach prywatnych głównego bohatera, są takie dwa wątki, powiedzmy, osobiste. z obu autor wybrnął gładko, co szanuję.

no warto było. to jest z tych książek, że człowiek robi sobie przerwy, żeby nie przeczytać za szybko. teraz tylko muszę przekonać małżonkę do zakupienia mi w prezencie trzeciego tomu, bo sam raczej nie uzasadnię przed sobą wydatku kilkunastu dolarów.


43/2026: jakub żulczyk „kandydat”

świat książki, 2025

polityczna książka żulczyka. bardzo, że tak to nazwę, mocna, dużo komentarza co do życia politycznego, ustroju, mediów, rynku prasowego. bardzo mi się podobało.

otóż pan żulczyk w 2021 został oskarżony przez prokuraturę o złe rzeczy, ze względu na nazwanie prezydenta andrzeja dudy debilem. ostatecznie nic istotnego z tego nie wyszło, uniewinnienia w dwóch instancjach, ale chyba żulczykowi trochę to poszło do głowy, bo zdecydował się na napisanie książki politycznej, takiego mocnego i cynicznego komentarza do życia politycznego (ale też ustroju ogólnie, rynku mediów). w tej książce politycznej jest dwóch głównych bohaterów, z których jeden – określany jako prezydent – to, jakby na to nie patrzeć, andrzej duda.

z jednej strony prawie nikt się nie nazywa, postaci są wskazane jako tabloid, jąkała, car, mistrz, prokurator, fantastyczny, portal itd. z drugiej opisanie postaci tabloida jako redaktora naczelnego tabloidu właśnie, który wcześniej dał na pierwszą stronę zdjęcia katarzyny waśniewskiej w bikini i na koniu – no nie trzeba się jakoś mocno zastanawiać, że chodzi o sławomira jastrzębowskiego. tak samo dość szybko wiadomo kim są mistrz i car (bracia, mistrz będąc prezydentem zginął pod smoleńskiem), a jąkała, redaktor gazety krajowej, to nasuwa się w zasadzie samo.

dużo cytatów sobie wynotowałem z tego. jak kogoś interesuje, to proszę sobie poklikać:

spojler
Wszyscy oni mieli jedną, bardzo konkretną definicję demokracji – rządy rady mędrców, żonglowanie cytatami nobliwych trupów, wykuwanie ich głów na monetach okolicznościowych, oraz oddawanie władzy w ręce zewnętrznej rady opatrznościowej. Niemieckich chadeków. Francuskich centrystów. Amerykańskich Demokratów. Coraz mniej sprawne to żonglowanie, coraz bardziej starcze, piłki wypadały z uwiędłych rąk, toczyły się donikąd po zakurzonej podłodze. To nie była żadna agora, to był klub działkowca

spojler
Polska powstała z kolan, chociaż Polska wcale nie klęczała, najebana Polska leżała na ziemi, rozpłaszczona jak rozgwiazda.

spojler
Portal myśli, że każde miejsce, w którym pracuje, to Reuters. Myśli, że to jest wszystko naprawdę. Ma etos, zbyt wiele czasu spędził ze starymi dziadami. A może po prostu rodzice go bili. Tak czy siak, nie rozumie, że nie ma już prawdy, że pracuje wyłącznie dla kapitału, że nawet politycy pracują dla kapitału, bo wszystko jest obsługą kapitału, że działa w sektorze dymania ludzi w głowę, ubijania im mózgów na pianę z białka.

spojler
Komunistkę nazywali tak nie dlatego, że była komunistką, bo była ekstremalną neoliberałką, darwinistką na granicy psychopatii, która najchętniej gazowałaby bezdomnych, a z ich ciał robiła kompost pod trawniki na deweloperskich osiedlach. Jej przezwisko brało się z temperamentu

spojler
Na pewno znał to mieszkanie. Znał rośliny, znał jej dwa koty, pamiętał ich imiona, Klops i Sebald. Znał kolejność książek na półkach. Nie ustawiała ich kolorami, dzięki Bogu. Nie mógłby się zakochać w kimś, kto układa książki na półkach kolorami.

spojler
Niszczenie akt to fundament zbrodni, sedno antypaństwowości. Akta należy przechowywać w nieskończoność. Akta muszą być chronione, konserwowane, muszą być pielęgnowane, bo akta są najważniejsze.

spojler
– Uważasz, że tamci uwierzą we wszystko, co usłyszą ze swojego przekaźnika. Nasi z kolei są przekonani, że wszystko, co wychodzi z tamtego przekaźnika, jest kłamstwem? Że doszliśmy do punktu, w którym mamy dwa idealnie niezwiązane ze sobą społeczeństwa? – Nie, nie uważam tak. Istnieje ta trzecia grupa. Wiemy o tym.

spojler
Ale to była halucynacja, moje własne pogubienie. Bo czym innym jest niemoralność taka jak twoja, jak innych naszych ludzi. Niemoralność chwilowa, za którą idzie skrucha, wyrzut sumienia. Niemoralność, o której ty wiesz, że jest niemoralnością, bo jest zdradą twoich wartości. A czym innym jest niemoralność immanentna, niemoralność, która dla żyjącego w niej jest czymś przezroczystym, bo świat tego kogoś jest satanistyczny, pozbawiony wartości. Gdy codziennie pijesz wódkę, zaczyna smakować jak woda. Na chwilę pomyślałem naiwnie, że każdy jest pogubiony. Nie, nie każdy. Niektórzy czynią zło i doskonale wiedzą, co robią, kim są, gdzie się znajdują. Poważny błąd. Przyznaję ci się do niego.

podobało mi się, nawet bardzo, ale ja lubię takie cyniczne książki odkrywające bebechy i tło. w zasadzie wszyscy są całkowicie bezideowi, niemoralni i zniszczeni. ale tak patrząc na recenzje, to chyba książka szału nie zrobiła. wg okładki to powieść psychologiczna i thriller political fiction jednocześnie. może formalnie i nawet jest, nie wnikam, ale nie czuję tu jakiegoś wielkiego suspensu thrillerowego, a powieści psychologicznej to bym chyba nie umiał zidentyfikować nawet gdyby mnie kopnęła w czoło. dużo tutaj jest psychologizowania, łącznie z dość radykalnymi próbami przedstawienia dwóch głównych bohaterów, tj. reportera i prezydenta, jako lustrzanych kopii. obaj bohaterzy są ostatecznie posądzani o podobny, dość nikczemny czyn, obaj są ekstremalnie zmęczeni i wypaleni, obaj są przedmiotem jakiejś zaawansowanej gry politycznej, gdzie ucierpieć mają/mogą ich dzieci.

na lc i gr jest znaczna liczba słabych ocen i negatywnych komentarzy, a opinie typu „odpuściłam, co za pretensjonalne gówno” są bardzo częste.

18,96 zł zapłaciłem. muszę przyznać, że jak już wydawnictwo świat książki bierze na tapet współczesnych autorów polskich, to te książki okazują się co najmniej dobre – por. czytany od nich nie tak dawno „wróg” orbitowskiego.


44/2026: caroline weaver „pencils you should know: a history of the ultimate writing utensil in 75 anecdot”

chronicle books, 2020

dosłownie: „ołówki, jakie powinieneś znać: historia najważniejszego przyrządu do pisania w 75 anegdotach”.

no autismo total, żadna szczepionka nie roznosi tak wysokofunkcjonalnego autyzmu jak ołówki. a ołówki są fajne przecież. żeby nie było tak łatwo, kilka ołówków mam, a dyskusje na /r/mechanicalpencils to obserwuję z 10 lat. z tym, że mnie interesują bardziej ołówki te mechaniczne, z chwytakiem i mam ich trochę. ale w sytuacji kiedy deszcz nie dość że polepił strony notatnika, to jeszcze dosłownie rozpuścił atrament, I NIC NIE WIDAĆ A JA NIE PAMIĘTAM, konieczne stały się zmiany. koncepcja nr 1 – długopis/pióro kulkowe z atramentem tzw. archiwistycznym. koncepcja nr 2 – ołówek. 2 wygrała. autismo total.

kim jest autorka? miała sklep z kraftowymi ołówkami w nowym jorku, zamknęła w pandemii. co to za wydawnictwo? nie wiem. o co chodzi z tymi ołówkami? no podyskutujmy.

książka, traktuje, o dziwo, o ołówkach, a w zasadzie o historii ołówków wg producentów. wyobraźcie sobie, nie wyprzedało się to z półek. obiektywnie, nie jest to nadzwyczaj pasjonujące. to zdjęcia kilkudziesięciu ołówków (takich klasycznych, drewnianych, nie takich jak ja lubię, takich ładnych etc.) z krótkim komentarzem. no idzie to szybko przeczytać, bo dwie godzinki to z górką wystarczy. bardzo krótkie te opisy są swoją drogą, niezbyt wyczerpujące. no i pani bardzo bardzo bardzo skupia się na rynku amerykańskim. to już na blogu swojego sklepu miała pełniejsze i dłuższe wpisy. no i szkoda trochę, że pani autorka nie zdecydowała się na zdjęcia takie bardziej zróżnicowane, porównawcze, ze zbliżeniami – np. skoro pisze, że to akurat ołówek celebracyjny z włoskiej firmy, który ma połowę okrągłą a połowę kanciastą, to nie wiem, pokażmy to?

te ołówki co to je lubię korzystają z radosnej niedookreśloności językowej, ponieważ pojęcie ołówek automatyczny i ołówek mechaniczny wg różnych ludzi znaczą różne rzeczy. niektórzy uważają, że to jest to samo, niektórzy że nie. a u anglosasów o tak naprawdę nie jest żaden ołówek (tj. pencil) tylko lead holder, dosłownie trzymacz ołowiu, czyli taka bardziej oprawka na rysik grafitowy. czyli oni mają trzecią kategorię, no sensownie. w tej książce nie ma żadnych takich, ani automatycznych, ani mechanicznych, ani leadholderów.

niewiele mogę napisać o tej książce, to bardziej taki konspekt ofertowy. ale fajnie się to ogląda.

  • ciekawostka: ołówki nigdy nie miały ołowiu. te niby pręciki ołowiane to jest temat ze starożytności, te bardziej współczesne (tj. w drewnie) zawsze były z grafitu, tylko ludzie nie ogarnęli że to nie ołów. więc nazwali to czarny ołów. po angielsku te rysiki do ołówków to do dzisiaj „leads”. no a u nas ołówek to ołówek, więc też pozostało.
  • japonia stoi ołówkami (zresztą nie tylko, oni tam są niebywale bardziej rozwinięci od nas jeśli chodzi o przybory do pisania, notatniki), kolejność to: japonia, gówno, szczochy, niemcy, usa, długo długo nic, reszta świata.
  • w latach 80. mitsubishi produkowało ołówki z wytłoczonym tekstem „nie chcę uderzyć cię pięścią w twarz. kocham cię. chcę cię ucałować” i jest to zgodne z moim wyobrażeniem lat 80 w kulturze korporacyjnej.
  • ulubiony ołówek johna steinbecka to blaisdell calculator 600, co jest niesamowicie zajebistą nazwą dla ołówka. później jego ulubionym ołówkiem był blackwing 602 (jego i np. nabokova). normalnie ołówkowi celebryci.
  • pani autorka we wstępie pisze, że ołówek stał się swoistym fashion statement, wskazaniem na bycie modnym, co wydaje mi się być co najmniej przesadzone.

autoressa we wstępie pisze jak następuje (tłumaczenie świńskie):

Piękno ołówka leży w jego możliwości przywoływania nostalgii na sposób, który jest inny od osoby do osoby i od kultury do kultury. Zapach drewna, wrażenie zaostrzonego rysika, szczególny odcień żółtego – te wszystkie drobne, ale odczuwalne rzeczy robią z ołówka przedmiot unikalny, a doskonały. Każdy ołówek w tej książce ma inną historię do opowiedzenia i wizualnie reprezentuje szczególny okres historii. Zbadajmy czym był ołówek, pocelebrujmy czym jest i wyobraźmy sobie czym może zostać.

no przyznaję, chciałbym żeby ktoś myślał o mnie tak dobrze i optymistycznie, jak autorka myśli o ołówkach.

biblioteczka

+ gabriela zucmana, „opodatkować miliarderów. jak rozwiązać problem nierówności„, wydawnictwo obroty (czyli artrage). pierwsza moja książka obrotów, a jest to imprint od esejów i książek historycznych. pan jest specjalistą od polityki podatkowej i jednocześnie jest proponentem dwuprocentowego podatku dla najbogatszych. nigdzie nie mogę znaleźć, czy te 2% to od kapitału, dochodu czy przychodu, więc kupiłem i się dowiem.

+ hłaski „cmentarze”, w sumie nic o tym nie wiem, ale na forum polecali.

+ „nolyn” sullivana – bo uzupełniam cykl i była promocja. to 17 książka z tego uniwersum. co prawda ostatnią książkę z cyklu czytałem ~15 lat temu z innego wydawnictwa niż obecnie, ale odkąd cykl przeszedł do maga to kompletuję, mam wszystko co wydane w ojczyźnie. chyba teraz do tego usiądę.

+ z okazji promocji na wydawnictwo napoleon v w cirtualo (wszystko po 14,90 zł), nabyte zostały: „legiony rzymskie” h.m.d. parker; „battle cry of freedom. historia wojny secesyjnej” james m. mcpherson; „religie rzymu” john north, mary beard, simon price; „cesarstwo bizantyjskie” charles oman.

publio ma taki cykl promek gruby ebook – gromadzimy zapasy na jesień, dość drogie normalnie książki latają po ~15-17 zł. stamtąd przyszły 4:

+ „kult” orbitowskiego, bo akurat jak pisałem o tym że książki z wydawnictwa „świat książki” polskich autorów są dobre, to ta się pojawiła w promocji. a to też świat książki. pod koniec miesiąca również + „radio armageddon” żulczyka.

+ simona sebaga montefiore „świat. historia rodzinna” ze znaku, małżonka uznała że skorzystamy z promocji. nie za bardzo rozumiem co to jest i o czym.

+ książka „najmądrzejszy„, o sokratesie. parę dni później ogłoszono jej nominację do najki.

bookpass wrzesień

trzy propozycje to:

  • Krzysztof Piskorski „Osnowa” (literackie)
  • Brian Aldiss, „Halo, Ziemia! Jesteście tam?” (rebis, wehikuł czasu)
  • Edward Strun, „Wolność urojona” (sega egmont)

chyba po raz pierwszy jestem trochę zbulwersowany. dlaczego bookpass, coś co z założenia jest pod jakąś opieką kuratorską, wciska mi jakieś vanity? to w ogóle jest książka wydana z 10 lat temu, gdzie autor już kilkakrotnie rozdawał ją za darmo. zresztą książka kosztuje 9 zł w księgarni, gdybym już bardzo nie mógł się bez niej obyć.

wziąłem piskorskiego.

chrumkanie

nagrody hugo

wygrały: romans/romantasy, queer i cozy. no to różnorodnie, super.

wynotowałem sobie zwycięzcę w kategorii opowiadanie („in my country„, aut. thomas ha) i mikropowieść/nowela („never eaten vegetables” aut. h.h. pak). oba są na clarkesworld, więc może przeczytam. reszty albo nie ma online ale są już dla mnie zbyt wypaczone.

nagrody żuławskiego

za to nasze polskie swojskie nagrody dość prawilnie, bez cozy romansów:

Główną Nagrodę otrzymuje Michał Kłodawski za powieść “Bóg Zero Jeden” (Wydawnictwo IX).

Złote Wyróżnienie trafia w ręce Radka Raka za powieść “Agla T3. Abraxas” (Wydawnictwo Powergraph).

Srebrne Wyróżnienie przyznano Pawłowi Majce za powieść “Aż zobaczycie ogień” (Wydawnictwo Drageus).

wszystkie trzy mam, jedną czytałem. w sumie to wkrótce planowałem zacząć czytać aglę.

nagrody zajdla

proszę, great success, po raz chyba pierwszy udało się przeczytać książkę, która zdobyła zajdla, zanim zdobyła zajdla. w kategorii powieść wygrał paweł majka, “aż zobaczycie ogień”. no gratulacje

w kategorii opowiadanie wygrała aleksandra janusz, ale nie czytałem to nic nie wiem. zresztą chyba rok temu też wygrała.

novelist

słowo się rzekło, novelist przybył, można obejrzeć. czy lepsze niż legimi, tego nie wiem i nie sprawdzę. droższe w każdym razie (unlimited 55 zł vs 50 zł). i nie można używać na czytnikach? to jak oni sobie to wyobrażają, jako platformę do audiobooków? zacząłem przeglądać katalog, w sekcji science fiction zobaczyłem stephena kinga, pilipiuka, miroslava zambocha, zobaczyłem „dominium solarne” jako steampunk, wyłączyłem.

kosmos

kiedyś lem pisał recenzje książek nieistniejących, na insta znalazłem człowieka artystycznego, który robi do nieistniejących książek okładki. o dziwo człowieka znałem wcześniej, gdyż poza sztukami wizualnymi trudni się również sztuką muzyczną, grając w zespołach taneczno-wokalnych furia, massemord, gruzja i paru innych, które znam i doceniam.

urzekło mnie to. zachęcam do pooglądania profilu, jest tego sporo, część też takich trochę normalniejszych. istotnym elementem są opisy książek, dołączone do okładek – no tutaj ich nie wklejam, trzeba sobie zobaczyć.

okładki wg goodreads

jak już przy okładkach, to goodreads zrobiło podsumowanie w trendach okładek książkowych. bardzo zabawne i bardzo polecam obejrzeć. w kolejności:

  • Animal Instincts (nastąpiło przejście z okładek kwiatowych na zwierzęce)
  • Circling the Point (kółka i okręgi)
  • Classical Painting Energy (tła z klasycznymi obrazami)
  • Neon Green Everything (neonowy zielony, głównie dot. fontów)
  • Now I’m Hungry (aranżacje z posiłkami)
  • Hands (dłonie)

na tym kończę.