przeczytane
19/2026: veronica roth „ark”

amazon original stories, 2019

ta i pięć kolejnych książek to kolekcja „forward” („naprzód”) wydana przez amazon. opowiadania/nowelki. pisałem o tym już, w listopadzie. amazon na stronie kolekcji pisze (najpierw przetłumaczyłem na nasze sam, ale przyznaję że ai zrobiło to lepiej):
Zrób krok w nieznane
Dla niektórych to koniec świata. Dla innych to dopiero początek. Wykorzystując genialną wyobraźnię, najwybitniejsi współcześni wizjonerzy literatury wskazują drogę ku przyszłości w kolekcji pod redakcją bestsellerowego autora, Blake’a Croucha. Historie te balansują między czarnym humorem a przeszywającym dreszczem, ale wszystkie niezmiennie spoglądają w przyszłość.
gdyby to były jakieś zawody, to można powiedzieć że taka seria to trochę oszukiwanie. każda z książek to odrębna pozycja, a są króciutkie (40-90 stron). więc można solidnie podpompować swoje roczne czelendże, nawet bez szczególnego wysiłku. no ale to nie są zawody, przynajmniej nie dla mnie.
czytałem „ark” jako pierwsze, kolejność nie ma znaczenia bo każdy autor o czymś innym, ale skoro tak to poukładali w tej serii to się zastosowałem.
veronica roth jest mi znana tylko z filmów, a napisała cykl „divergent”, sfilmowaną pod tym samym tytułem. w polsce to latało jako „niezgodna”, trzy książki + zbiór opowiadań, trzy filmy. takie tam young adult sf, raczej głupawe. tutaj mamy dłuższe opowiadanie z ciekawym settingiem i niesamowicie smutnym i depresyjnym klimatem. nad ziemię nadciąga asteroida, bardzo duża, która zabije całe życie – część od razu samym uderzeniem, reszta zginie ze względu na brak pożywienia bo pył zakryje słońce. no i ludzkość odlatuje ku zieleńszym pastwiskom. pozostają na ziemi tylko ludzie bez zobowiązań, samotni, którzy przygotowują dwie arki – florę i faunę, zawierające możliwie najwięcej wzorów genetycznych zwierząt i roślin. obserwujemy samanthę, na svalbardzie, która ogarnia rośliny. ona ma takie rozterki, lecieć nie lecieć, ostatecznie leci. a później nadlatuje asteroida i koniec. dobrze napisane, nastrojowe, ale jednak ciężkie jak cholera. 4.
20/2026: blake crouch „summer frost”

amazon original stories, 2019
ten pan jest akurat bardziej znany, napisał takie dwa popularne cykle „mroczne materie” (fantastyczny, jest ekranizacja serialowa) i „wayward pines” (thrillerowy). nie czytałem, znam go w sumie tylko z filmowej ekranizacji jego książki, „upgrade”, całkiem fajnej. tam facetowi wszczepili taki przełącznik (upraszczam bardzo), że może oddać ciało pod kontrolę systemowi informatycznemu. jest taka scena walki, którą bardzo lubię:
dużo ciekawsze niż poprzednie. „summer frost” to bezpośrednio i wprost znaczy „letni przymrozek”. samo opowiadanie dotyczy ai, co ostatnio popularne. mamy tutaj postać z gry (tzw. npc, postać której gracz nie kontroluje), która z niejasnych powodów przestaje wykonywać to co jej zaprogramowali. przydzielona jej programistka zaczyna zgłębiać temat i w zasadzie następne osiem lat zajmuje się wyłącznie tą postacią – maxine. i to już tak na pograniczu manii, z poświęceniem wszystkiego. jest sporo takich rozważań o granicach rozwoju ai, a jeżeli już miałoby dojść do osobliwości i superinteligencji, to do jakich skutków to mogłoby doprowadzić. no piąteczka, piąteczka się należy, dobre.
21/2026: n.k. jemisin „emergency skin”

amazon original stories, 2019
pani jemisin jest znana głównie z kolekcjonowania nagród hugo, ma chyba 5, do tego ze dwa locusy i worek innych nagród. zapamiętałem ją głównie z tego, że jak już tych hugo nie dostawała, to opowiadała w prasie że to przez rasizm. za to opko też dostała hugo.
bardzo fajne, ciekawy koncept. na ziemi źle się dzieje, przeludnienie, globalne ocieplenie itd., wiadomo o co chodzi. i dlatego założyciele, grupka najbogatszych, odlatują na jakieś inne planety układać sobie życie. po wielu latach – ciężko powiedzieć jak wielu – wysyłają na jakiś rekonesans człowieka wspomaganego ai. założenie jest takie, że ziemia na pewno będzie wymarła, przez brak wody, zanieczyszczenia, wojny etc. jak się okazuje, nie – cywilizacja trwa i jest nawet na wyższym poziomie niż była, chociaż technologicznie nie są tak ekstremalnie rozwinięci jak ci co odlecieli.
całe opko to jest jakby zapis tego, co dociera do tego człowieka wysłanego na ziemię. głównie jest to zapis tego co mu podszeptuje ta jego ai, z rzadka to co mówią do niego ludzie. i co się okazuje – że na ziemi sytuacja zaczęła się poprawiać niezwłocznie po tym, jak ci najbogatsi i najbardziej narcystyczni odlecieli. że w zasadzie to w nich był problem. ludzie nauczyli się współpracować, zlikwidowali granice polityczne, wprowadzili dochód podstawowy i takie tam rozwiązania. i jest to przeciwstawione ekstremalnie klasowemu społeczeństwu na tych planetach założycieli.
w koncepcji cokolwiek naiwne, ale bardzo mi się podobało.
22/2026: amor towles „you have arrived at your destination”

amazon original stories, 2019
ten autor to akurat chyba nie jest kojarzony z fantastyką i tutaj też fantastyki nie ma. mam jego trzy książki, co to je wydał u nas znak. kupiłem chyba na wniosek małżonki, a może też ze swojego przekonania. no nieistotne.
„you have arrived at your destination” czyli komunikat z nawigacji „dojechałeś na miejsce”, „jesteś u celu” (prowadził cię krzysztof hołowczyc). opowiadanie o dzieciach w przyszłości, tj. o możliwej ingerencji genetycznej, żeby dzieci miały te cechy jakie rodzice by chcieli. z perspektywy gościa, któremu żona poleca odwiedzić klinikę vitek. niby zajmują się płodnością, ale tak naprawdę to potencjalnymi zmianami genetycznymi potencjalnych dzieci. żeby dzieciom było łatwiej w życiu, w dużej konkurencji, w kołowrocie z innymi szczurkami.
w tej serii to raczej ze słabszych opowiadań.
23/2026: paul tremblay „the last conversation”

amazon original stories, 2019
nie znam gościa, on chyba w horrorach siedzi. to skąd mam znać.
najdłużej się z tym męczyłem. opowiadanie o typie co siedzi w jakiejś celi, izolatce, pokoju badań, czymś takim. i jakiś głos mu robi pranie mózgu. różne rzeczy tu są, pandemia, klonowanie, transfery świadomości. można się w miarę domyśleć o co biega względnie wcześnie. i wtedy trzeba się wlec przez pół książki do znanego już zakończenia. no nie jest porywające to.
24/2026: andy weir „randomize”

amazon original stories, 2019
autor znany, lubiany, doceniany. po „marsjaninie” z mattem damonem teraz był „projekt hail mary” z goslingiem, więc pewnie jeszcze bardziej lubiany i doceniany.
to opowiadanie jest, jak mi się wydaje, najkrótsze z całej kolekcji. i z ciekawym konceptem: chodzi o oszukanie kasyna przy wykorzystaniu komputera kwantowego (bo gra w keno używa generatora liczb pseudolosowych, które komputer kwantowy jest w stanie przewidzieć). to się wydaje skomplikowane, i jest. ci źli (w zasadzie to niekoniecznie źli, bardziej ambitni), młode małżeństwo z indii, tak się składa że dostarczają rozwiązanie tego problemu – czyli też komputer kwantowy, ale przebiegle zastosowali splątanie kwantowe, żeby ten komputer docelowy miał takie same ustawienia jak ich i żeby mogli wygrać w kasynie dużą kasę. nie wiem, czy splątanie kwantowe faktycznie tak działa. aaaale szef kasyna ma wiele lat doświadczenia i rozpracowuje sprawców względnie łatwo.
oceny w internecie są raczej słabe. ale mnie mechanika kwantowa nawet interesuje, to mi się nawet podobało.
25/2026: james s. a. corey „how it unfolds”

amazon original stories, 2023
kolekcja „forward” już za mną, druga i ostatnia poświęcona sf to „the far reaches”, coś w rodzaju „rubieże”. znowu sześć opowieści, znowu krótkich.

jak widać, autorów, czy może bardziej osób autorskich, znowu 6. tak naprawdę to nawet więcej, bo james s.a. corey to jest pseudonim literacki dwóch gości – ty francka i daniela abrahama. nie wiem jak się odmienia imię ty. to jest dobre synergistyczne połączenie tego co najlepsze u obu – jeden ma wyobraźnię, koncepcje naukowe, umie snuć światy i intrygi, ale nie potrafi pisać. drugi niby pisze, ale do tej pory chyba nie za bardzo miał o czym – napisał cośtam fantasy, ale bez wielkiego sukcesu. kiedyś miałem jego książkę, pierwszy tom cyklu, wydaną przez ars machinę przed jej zdechnięciem. było to, delikatnie mówiąc, średnie, ale może bardziej przez tłumaczenie. aż tu proszę, panowie się poznali, dobrali, napisali wspólnie (do uniwersum wymyślonego przez francka) „the expanse”/”ekspansję”. 9 tomów + opowiadania, serial, gra planszowa, teraz gra komputerowa. i teraz chyba na dalszą karierę są skazani razem. mam oczywiście wszystkie ich książki (mag wydał dziesięć tomów cyklu expanse i pierwszy tom cyklu „wojna pojmanego”, jesteśmy w kraju na bieżąco). podobno – nie mam pojęcia czy to prawda – przekład ekspansji jest raczej słaby i lepiej czytać w oryginale. może kiedyś się z tym zmierzę, na razie średnio chce mi się wchodzić w dziesięciotomowe cykle.
tutaj mamy dość ciekawy naukowo koncept eksploracji światów – grupa wybrańców zostaje w jakimś sensie zeskanowana, a dane ze skanu zostają wysłane do wielu możliwych do zamieszkania miejsc we wszechświecie żeby zbudować tam cywilizacje. trwa to oczywiście wiele lat, aż w końcu docierają na miejsce (transfer jest jakąś formą lasera) i zostają tamże odtworzeni/zbudowani/przywróceni z kopii. i w każdym z tych miejsc są ci sami ludzie, powieleni, efektywnie to kopie bezpieczeństwa. i budują tam cywilizacje. i jak już zbudują, to następują kolejne transfery, na kolejne planety. ciekawe to było, trochę melancholijne. ciekawe kwestie, gdzie np. do głównego bohatera zgłasza się córka jego kopii, mówiąc że jej ojciec zginął na jej planecie, więc chciała z nim (tj. żyjącą kopią) porozmawiać bo to przecież w zasadzie ten sam człowiek. albo odbierają uprawnienia do kontroli nad śluzą powietrzną człowiekowi, tylko dlatego że wśród jego kopii były przypadki chorób psychicznych i może chcieć się zabić.
tematem przewodnim jest w zasadzie kwestia drugiej szansy, czy tam kolejnej szansy. z jednej strony mnogość prób na ekspansję i przetrwanie ludzkości, z drugiej zmagania głównego bohatera żeby jego żona do niego wróciła (pomimo tysięcy ich kopii na tysiącach światów, w żadnej ich wersji się to nie udaje).
naprawdę interesujące, gdyby to jakoś rozwinąć do czegoś większego to nawet pewnie bardziej interesujące. ale też niektóre historie powinny pozostać nierozwinięte (por. „battle dust” sapkowskiego i jego wstęp do tego opowiadania w zbiorze).
26/2026: veronica roth „void”

amazon original stories, 2023
wercia była już w tej poprzedniej kompilacji, więc czemu nie. „void” znaczy pustka albo nicość. opowiadanie względnie proste, bez silenia się na jakieś głębie i podteksty – morderstwo na pokładzie statku kosmicznego, które rozpracowuje pani konserwator (nie że zabytków, taka co kible naprawia). nie ma żadnego doświadczenia w temacie, ale lubi seriale kryminalne. intryga kryminalna w zasadzie żadna, ale dobrze i szybko się czytało. odhaczone, do zapomnienia.
27/2026: rebecca roanhorse „falling bodies”

amazon original stories, 2023
mam nawet kilka książek roanhorse, bo cykl „pomiędzy ziemią i niebem” wydaje u nas mag, a jest to na tyle dobrze oceniane że kupiłem i wrzuciłem na stosik. i tak leży. ale nic nie czytałem i nic o niej nie wiem. to znaczy wiem, że hugo locus itd., ale konkretów nie.
a chyba się dowiem zapoznam przeczytam, bo to opko pokazuje, że pani roanhorse umie pisać. sama historia jest ok, nie jest to jakieś wybitne, ale podoba mi się sposób w jaki autorka ją przedstawia. nie ma takiego chamskiego exposition, czego bardzo nie lubię – jak narrator albo główny bohater opowiada wszystkie istotne dla fabuły wydarzenia. tutaj główny bohater trafia na jakąś stację kosmiczną na zadupiu – i ma tajemnicę. dlaczego tam trafia, jaka to tajemnica, o co w ogóle chodzi, kim jest – dowiadujemy się powoli, autorka to ładnie dawkuje, do samego końca jest ciekawe.
jedna z nielicznych wad czytania po angielsku – przez ponad połowę opowiadania byłem przekonany że protagonista to kobieta. u nas jednak łatwiej, się czasownik odmienia.
28/2026: ann leckie „the long game”

amazon original stories, 2023
tej autorki za bardzo nie lubię i to tak trochę bez powodu. dostała hugo, nebulę i locusa za „zabójczą sprawiedliwość” w 2014, myślałem że będzie super i się zawiodłem. i wystarczyło to jedno rozczarowanie, żeby jakoś do tej autorki nie wracać.
taka tam opowiastka, z perspektywy przedstawiciela obcego gatunku, którego planetę kolonizują ludzie. autochtoni są średnio inteligentni, niscy i krótko żyją. z opisu to coś pomiędzy ślimakami a myszami. jest ten jeden egzemplarz, który chce doprowadzić do takiej, w pewnym sensie, ewolucji swojego gatunku. nic szczególnego.
29/2026: nnedi okorafor „just out of jupiter’s reach”

amazon original stories, 2023
ech. ciekawy zamysł nawet, ale wykonanie takie sobie. ludzkość wynalazła jakąś dość niejasną technologię pozwalającą robić statki kosmiczne z ludzkiego dna. ale tylko siedem osób na ziemi ma odpowiednie dna. i główna bohaterka oczywiście jest jedną z nich. ona jest z nigerii, a reszta to murzyni + 1 hindus +1 arab. nikogo białego, nikogo z ameryki południowej, azji poza płw. indyjskim. pani autorka ma chyba uraz do osób spoza haplogrup a i c1. no ale ostatecznie ludzie zostają wybrani do tego, statki wyhodowane i to szansa na eksplorację kosmosu. te statki są w zasadzie świadome, czujące i myślące, co samo w sobie jest interesujące, oni nie muszą ich pilotować, zwyczajnie tam mieszkają jak na promie. tej siódemce w statkach nie wolno ze sobą rozmawiać. dlaczego? bo tak. jest to dość mętnie tłumaczone jakimś wpływem na poprawność eksperymentu, ale mnie to tak średnio przekonuje. ich misja ma trwać dziesięć lat i w połowie mogą się raz spotkać. spotkanie ma miejsce niedaleko jowisza – stąd tytuł. no i generalnie spotykają się, oprowadzają się po swoich statkach, rozmawiają o samotności. oczywiście główna bohaterka traci głowę dla jednego z kolegów wybrańców, czego należało się spodziewać. o ile rozumiem te podteksty wytrzymywania samotności i pochodne, to jednak słabe to było. do tego podlane sosem murzyństwa, pedalstwa, transostwa, no jednak nie.
30/2026: john scalzi „slow time between the stars”

amazon original stories, 2023
pan scalzi to już wielokrotnie gościł na łamach raportów literkowych i miło też widzieć go w tej kompilacji, miło że bezos dał mu szansę.
krótkie opowiadanie o statku kosmicznym, bezzałogowym ai, który ma misję znalezienia ludzkości nowego domu w innej galaktyce. i on tak lata, miliardy kilometrów, miliony lat. staje się samoświadomy i zaczyna sam o sobie decydować. ciężko opisać to opowiadanie, generalnie nic się nie dzieje, ale bardzo wciągające.
bardzo mi się podobało. z tego zbioru topka: corey, scalzi, roanhorse.
biblioteczka
przyszedł zaległy marcowy book pass. no i trochę tragedia: „book crawler carl” (co mam w oryginale i czytałem przed miesiącem), „projekt hail mary” andego weira (co mam i nie czytałem) i znowu jakiś antyk. za antyk robi „fantastyczna podróż” isaaca asimova. no nie było wyjścia, wziąłem to ostatnie, ale to jest przecież „było sobie życie” w wersji książkowej – miniaturyzujemy statek kosmiczny i on sobie lata po człowieku. prawdopodobnie nie przeczytam tego nigdy.
z takich typowych zamówień to uzupełniłem „opowieści z meekhańskiego pogranicza” (szósty tom, ponoć najsłabszy, no ale trzeba mieć) i „aglę” radka raka. i pod koniec kwietnia kupiłem tanio dwie części trylogii fermora o podróży przez europę. może jak kiedyś mi się znudzi sf to zajmę się takimi tematami. żona kupiła jakieś smuty o iranie i książkę papierową – biografię daphne du maurier, nawet się jej podoba. był światowy dzień książki, nie wzięliśmy nic.
kwietniowy book pass:
- walter miller, „kantyczka dla leibowitza” (rebis, z serii wehikuł czasu)
- michał organiściak, „poławiacze sunu” (fabryka słów)
- peter heller, „gwiazdozbiór psa” (altobook)
także tak. nie wiem, czy rebis po prostu wydaje jedną książkę z wehikułu czasu miesięcznie i ci ludzie od bookpassa czują się rozgrzeszeni, że mogą łatwo odbębnić jedną pozycję, ale to już nie jest nawet zabawne. a akurat w tym miesiącu było parę premier, co to by można je do bookpassa wcisnąć, choćby ten nagradzany „święty od papuzich drzwi”. jest o tyle dziwnie, że nawet bym i wziął kantyczkę, bo to i dobrze by było to mieć. ale: rebis nie zamierza wydawać drugiej części („święty leibowitz i dzikokonna”). więc i tak drugi tom musiałbym wziąć po angielsku z amazona, a skoro tak to mogę równie dobrze wziąć oba. no i to jest skansen z lat 50. organiściak to fabryka słów, a to w tych czasach raczej nie jest znak jakości. ale debiut. a w polskich debiutantów warto inwestować, żeby było im milej na sercu. książka to jakieś fantasy w morskich klimatach, wiem tyle co na blurbie, recenzje pozytywne i średniopozytywne. heller – nie jestem fanem postapo, a to też zresztą żadna nowość, książka z 2012 r. no wiem, że zaraz będzie film, ale w sumie co z tego.
decyzja komisji wskazała na polskiego debiutanta, może bez przekonania, ale jednak chyba lepiej coś względnie nowego niż kolejny skansen. a z fantasy ostatnimi czasy mam nieduży kontakt.
chrumkanie
wskaźniki czytelnictwa
zaś wszyscy o tym piszą. no to samo co zawsze, 41% jedną, 7% siedem i więcej, kobiety więcej niż mężczyźni. pełen raport będzie kiedyś, na razie są wyniki wstępne. nie wiem czy ma sens to oglądać. ja bym chciał tam solidnego rozdzielenia ludzi, którzy czytają szkolnie (przymusowo) od reszty. bez tego to uważam te wszystkie badania za skrzywione i skażone, no trzecim najpopularniejszym autorem w kraju jest sienkiewicz, co wiele mówi o sensowności badań. niech już to będzie analiza wyłącznie co do dorosłych, a ludziom co czytają z musu poświęćmy osobny raport.
ian watson
chyba za niską ocenę mu dałem za „łzy stalina” w poprzednim miesiącu, bo pan w kwietniu zmarł. z tymi ocenami na gr jednak trzeba uważać.
nagrody 2025
do nagrody żuławskiego nominowano tym razem 6 powieści:
- Radek Rak – Agla T3. Abraxas
- Robert M. Wegner – Opowieści z meekhańskiego pogranicza T6. Dusza pokryta bliznami
- Michał Kłodawski – Bóg Zero Jeden
- Paweł Majka – Aż zobaczycie ogień
- Marcin Przybyłek – Stara kobieta i smok
- Paweł Rzewuski – Krzywda
z tych sześciu mam w zbiorach pięć (dwie kupione teraz w kwietniu), żadnej nie czytałem. trochę wstyd. „agla” to trylogia, wegner to dłuższy cykl (musiałbym pewnie od nowa całość zrobić, raczej wezmę się za to jak wyjdzie 7 tom). postaram się może ogarnąć rzewuskiego albo majkę, akurat jako odstawka od tego amazonowego czytania byłoby bdb.
do zajdli za powieść nomki dostali z ww. wegner, rak i majka, ponadto marta sobiecka za „kaori” (mam) i justyna hankus za „poświst” (nie mam i raczej nie będę miał). no poziom w tym roku wydaje się nie za wysoki.
nowe legimi
jak pisałem przed miesiącem, uokik pozwolił na koncentrację no i powstało: novelist. co z tego będzie, zobaczymy.
panie bronią książek, ale głównie siebie
lada dzień ma być udostępniony projekt ustawy o ochronie rynku książki, o cenie książki, o jednolitej cenie książki, o koronowaniu książki na króla polski, jak zwał tak zwał. a jak będzie projekt, to będą też konsultacje społeczne. więc nastąpiło wzmożenie, czyli próby przekonania ogółu, że zmiana jest ważna i konieczna.
fantastyczna rozmowa w dwutygodniku. bardzo lubię takiego typu materiały, czasem się mówi „robione na klęczkach”. czytałem takie wywiady do tej pory wyłącznie polityczne, np. karnowskiego z jarosławem kaczyńskim. ja rozumiem, że zaproszone do rozmowy (albo, jak sądzę, zlecające jej napisanie) panie prezentują ten sam ogląd sytuacji i te same rozwiązania. dziennikarzowi-wywiadowcy trudno jest przyjąć jakiś inny pogląd niż ten prezentowany, ale jednak spodziewałbym się, żeby był advocatus diaboli, żeby wywiadowca próbował dotrzeć do spodu spraw, jakichś trudnych pytań, czegoś interesującego, najlepiej niech wywiad prowadzi człowiek który nie boi się powiedzieć „tak, wszyscy się mylicie”. tutaj to już nie jest wywiad, to wygląda jak felieton poprzerywany przez dziennikarza pytaniami, też zresztą napisanymi przez rozmówczynie. fenomenalne dziennikarstwo. na uwagę zasługuje też język, jaki kojarzę z apeli szkolnych, ale to już nie wina dziennikarza.
bo co to są za argumenty:
Zarówno ministra Hanna Wróblewska, jak i ministra Marta Cienkowska uważnie wsłuchały się w głosy ludzi kultury podczas Kongresu i wczytały w badania publikowane przez Instytut Książki. A te nie pozostawiają wątpliwości, że państwo musi jak najpilniej wesprzeć ten bezcenny obszar.
uważne wsłuchanie się w głosy lisów jasno wskazuje, że drzwi do kurnika nie powinny być zamknięte. niedawno ministerstwo mówiło, że zawodowi tancerze powinni mieć możliwość odejść na emeryturę w wieku 50 lat i że wszyscy rozpytani zawodowi tancerze się z tym zgadzają. no czyżby, no niemożliwe.
W Szwecji i Finlandii zrezygnowano z regulacji i teraz 60 proc. całego rynku książki stanowią książki cyfrowe.
pani z polskiej izby książki mówi coś takiego, jakby to miało być czymś inherentnie złym i błędnym. dlaczego? nie wiadomo, nie podlega dyskusji.
podkreślam, że książki mają bardzo niską elastyczność cenową – ich cena nie wpływa radykalnie na decyzje zakupowe konsumentów. To znaczy, że czytelnik nie kupi więcej książek tylko dlatego, że będą tańsze. Zamiast jednej wybranej nie kupi dwóch przecenionych. I nie zrezygnuje z niej, jeśli trochę podrożeje. Dlatego apeluję, żebyśmy odeszły od straszenia wzrostem cen książek i spojrzały na to, że wciąż niewiele środków z domowego budżetu Polacy i Polki przeznaczają na zakup książek, za to nieporównywalnie więcej na inne formy rozrywki – zakup biletów do kina, hazard internetowy czy alkohol.
nie wiem skąd taki pogląd ekonomiczny, niską elastyczność cenową wg teorii ekonomii (o ile pamiętam) mają towary szybko psujące się albo trudne do przechowywania. np. chleb czy benzyna. książki? no chyba nie aż tak. zresztą pani z porozumienia wydawców jednak kontruje ten pogląd.
no i pani z unii literackiej apeluje, żebyśmy spojrzeli, jak niewiele środków na książki wydają te tępe śmiecie, kmioty nieuki prymitywy, co zamiast kupować jej reportaże to wolą kino i gorzałę.
hitem zresztą jest dla mnie wypowiedź tejże pani z unii literackiej, odrzucająca stwierdzenie że jednak czytelnik to jest w sumie dość istotny element czytelnictwa. bo nie, autorzy są ważniejsi.
a później pokłócili się wszyscy
w temacie jck, ale już nie na dwutygodniku tylko u michalskiego na facebooku. w narożnikach oczywiście michalski jako wydawca i jacek zych jako naczelnik księgarzy. pan zych jest członkiem osławionego ministerialnego zespołu do spraw pola literackiego, to pod ich kierunkiem ministerstwo kultury przygotowuje przepisy o jck.
vs

w ruch poszły tabelki, uruchomiono excele, panowie rzucają się procentami, punktami procentowymi, rabatami nominalnymi i opustami realnymi. absolutne kino.
btw. jeżeli kiedyś w ramach kryzysu wieku średniego nauczę się grać na czymkolwiek i trzeba będzie znaleźć nazwę dla zespołu, to zespół do spraw pola literackiego niniejszym rezerwuję.
young adult
fajny podcast wrzucili chłopaki z artrage, rozmowę z katarzyną czajką-kominiarczuk, poświęconą young adult (i pochodnym, new adult, literaturze młodzieżowej etc.). ciekawe, można uporządkować poglądy. niekoniecznie zmieniać, ale uporządkować.
na tym kończę.